czwartek, 25 lutego 2016

9.Coming back

*Dominika Pov*
Obejrzałam się w około aby ocenić w jakiej sytuacji się znalazłam. Szpital był na planie prostokąta którego lustrzanym odbiciem był wielki parking. Ściany budynku mogły być kiedyś białe lub bladoniebieskie ale kiedy na nie patrzyłam były po prostu brudne, duże okna już dawno straciły swój blask, a drzwi nie dało się domknąć. Parking był naprawdę duży choć prawie pusty, barierki które odgraniczały go od lasu powyginały się we wszystkie możliwe strony stwarzając niebezpieczeństwo. Wyjście ze szpitala prowadziło prosto na asfalt, wyjazd natomiast znajdował się na końcu parkingu po lewej i był jedyną drogą którą można było opuścić to miejsce, oprócz lasu oczywiście. Przez moment przez głowę przebiegło mi pytanie: "Dlaczego tak ważne miejsce jest tak daleko od centrum?", klinika bowiem znajdowała się poza miastem a raczej na jego obrzeżach.
Nie miałam szans na dogonienie Patryka i chciałam już wracać do szpitala kiedy do głowy przyszła mi jedna myśl. "A może jednak?"
Intensywnie pomyślałam o jednym ze świerków i po chwili usłyszałam trzask, drzewo złamało się, mimo to nie spadło. Zamknęłam oczy i skupiłam się na delikatnym, chłodnym wietrzyku. Po paru sekundach poczułam jak wiatr zmaga się i trudno jest mi utrzymać się na nogach, moje myśli krążyły wokół drzewa i moich dolnych kończyn. Odniosłam wrażenie, że unoszę się nad ziemią więc delikatnie otworzyłam oczy, spod rzęs zobaczyłam asfalt, był dalej niż zazwyczaj. Moje przypuszczenia potwierdziły się, a po chwili usłyszałam kolejny trzask, drzewo pękło i spadało właśnie na ziemię. Podniosłam wzrok i ujrzałam jak chłopak robi seat stander, zakręca i staje przodem do mnie, ja natomiast delikatnie opadłam na ziemię. Podniosłam z ziemi kask który blondyn zostawił na ziemi i pobiegłam w jego stronę, Patryk zszedł z Piotrusia wyłączając go wcześniej i zdjął kask patrząc na mnie z przerażeniem. Po chwili znalazłam się w jego objęciach i dziękowałam sama sobie za ten wspaniały pomysł.
- Nie ładnie tak odjeżdżać bez pożegnania. - mruknęłam mu do ucha po czym wspięłam się na palce i wpiłam się w jego usta, przez kilka sekund chłopak nie wiedział co ma zrobić i nie oddawał pocałunku, po chwili jednak przysunął mnie bliżej i przygryzł moją wargę prosząc o wstęp. Pozwoliłam mu aby zaraz stoczyć niemą walkę, pocałunek był namiętny i zachłanny, a kiedy się od siebie oderwaliśmy ciężko dyszeliśmy. - Tak, chcę zacząć tą rozmowę.
Na twarz niebieskookiego wypełzł uśmiech od ucha do ucha i zanim się obejrzałam na moim czole spoczęły jego usta.
- Dziękuję. - szepnął po czym przytulił mnie do siebie. Wyjęłam z kieszeni jego kurtki telefon i odblokowałam wpisując "LV" uśmiechnęłam się na sama myśl dlaczego takie właśnie jest to hasło.

Retrospekcja:
- No proooooszeeee pojedziemy tam kiedyś???? - spoglądałam błagalnym wzrokiem na mojego przyjaciela w lustrze i uśmiechałam się od ucha do ucha.
- Zamknij się Misia bo Ci tą farbą ryjek wysmaruję. - odparł cmokając przy tym jak prawdziwy fryzjer. Podszedł do umywalki i odkręcił wodę lecz w ostatniej chwili odwrócił się kładąc swoje czerwone ręce na mojej buzi.
- Aaaaa! Jak mogłeś?! Nienawidzę Cię!!! - piszczałam bijąc chłopaka po plecach. Tak, to ewidentnie mój przyjaciel tylko on jest na tyle głupi. Po chwili poczułam na twarzy szorstki materiał ręcznika, chłopak delikatnie umył mi twarz, a kiedy już otworzyłam oczy zobaczyłam jego promienny uśmiech. Idiota.
- Więęęęc? - spytałam jeszcze raz siląc się na delikatny uśmiech. - Wiesz, że to moje marzenie... 
Patryk jęknął ale skinął głową i wytknął mi język.
- Tak obiecuje Ci, że kiedy już będziesz dużą dziewczynką to zabiorę Cię do Las Vegas - tu zrobił przerwę uśmiechając się chytrze - Pijaczko.

- Co się tak szczerzysz? - parsknął blondyn przyglądając mi się podejrzliwie.
- Nie, nic ważnego. Wiesz, jest już późno, a chciałabym iść jutro do szkoły. Możemy już jechać? No o ile mnie odwieziesz... - mruknęłam wystukując na ekranie SMS'a do brata na temat mojego położenia. Poprosiłam go aby zabrał moje rzeczy i pojechał do domu odpocząć.
- Po pierwsze księżniczko - podniosłam powoli głowę i spojrzałam na niego z nienawiścią. - Księżniczko ciemności oczywiście - powiedział śmiejąc się lekko, dał mi kuksańca po czym kontynuował. - Przed chwilą wiało tak, że spadło drzewo, więc nigdzie Cię nie zawiozę, a po drugie jest piątek i musisz odpocząć. Żadnej nauki, szkoły ani imprezowania.
- Patryk księżniczko ty moja nie interesuje mnie Twoje zdanie to po pierwsze, a tak poza tym to marihuana jest lecznicza. - powiedziawszy to ruszyłam w stronę Piotrusia i założyłam kask. Poinformowałam jeszcze tylko chłopaka o tym, że mój brat zaraz będzie jechał do domu po czym odpaliłam i pojechałam. Odwróciłam lekko głowę aby spotkać się ze zdziwionym spojrzeniem przyjaciela. Zrobiłam Wheelie i odjechałam dalej, postanowiłam jednak zrobić coś jeszcze. Patryk nie wiedział jakich trików nauczyłam się w wakacje kiedy on był u siostry w Hiszpanii. Przełożyłam ciężar ciała na tylne koło i powoli puściłam się rękoma, tym sposobem wykonałam cudowny No Hander i odjechałam paląc gumę.
Po drodze do domu pojechałam na małą przejażdżkę, chciałam bowiem trochę ochłonąć od tego wszystkiego. Wydarzenia z przed kilku dni dały mi się we znaki, odczuwałam strach, był on schowany bardzo głęboko ale jednak. Zatrzymując się pod wiatą byłam pewna, że w domu jest już Wiktor, a może Patryk. Jednak kiedy pociągnęłam za klamkę spotkałam się z oporem zamka, przekręciłam klucz i weszłam do pustego mieszkania. Rozejrzałam się po ciemnym pomieszczeniu ale nie zobaczyłam nic dziwnego, no oprócz braku mojego brata. Skierowałam się do swojego pokoju i wtedy coś mnie tknęło, przeskoczyłam barierkę schodów i wpadłam do kuchni. Tak jak myślałam, na blacie leżała kartka. Przejechałam po niej wzrokiem, jedyne czego się dowiedziałam to fakt, że mężczyźni poszli się "zintegrować" do pobliskiego baru. Powędrowałam z uśmiechem na górę, czyli jednak moi mali chłopcy potrafią się dogadać. Odblokowałam telefon który leżał obok kartki i napisałam krótką wiadomość "Za 2h widzę Cię u mnie na domówce. Liczę na dużo osób." zaznaczyłam około dwudziestu osób i wysłałam.
Wyciągnęłam z garderoby czarne rurki, top w tym samym kolorze z przesłodkim, fioletowym nietoperzem i weszłam do łazienki. Odkręciłam wodę i usiadłam na brzegu wanny, myślami odleciałam gdzieś daleko do moich marzeń. Tak, to jest dobry czas na odreagowanie, pomyślałam i rozsiadłam się wygodnie w ciepłej wodzie która koiła nerwy. Czułam jak każdy mięsień po kolei rozluźnia się, nalałam na gąbkę trochę malinowego płynu po czym wtarłam go w ciało i dokładnie spłukałam. Dokładnie umyłam włosy i nałożyłam na nie odżywkę posiedziałam jeszcze chwilę w wannie ale kiedy spojrzałam na zegarek uświadomiłam sobie, że została mi jeszcze tylko godzina do domówki. Obwinęłam włosy ręcznikiem i wyszłam z wody, spłukując wannę, dokładnie wytarłam ciało i nakremowałam je czekoladowym balsamem. Ubrałam wcześniej przygotowane rzeczy i zeszłam na dół aby wszystko przygotować.

_____________________________

Iiii?
Jak wam się podoba?
Kisiel

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz