czwartek, 18 lutego 2016

8. Real world


[klik]

*Patryk Pov*
Poddałem się kiedy po raz kolejny usłyszałem, że stwierdzono zgon, odwróciłem głowę i przymknąłem oczy pozwalając łzą płynąć. Spojrzałem ostatni raz na moją księżniczkę i w tym momencie zobaczyłem jak gwałtownie siada łapczywie łapiąc oddech. Gdyby nie te wszystkie godziny spędzone w szpitalu pomyślałbym, że śnił jej się koszmar i właśnie się obudziła.
Z całej siły odepchnąłem lekarza i rzuciłem się na dziewczynę, przyciągnąłem jej ciało do swojego i pocałowałem w czoło po czym oparłem głowę o jej czoło. Nie mogłem uwierzyć, patrzyłem w jej oczy śmiejąc się ze szczęścia i zdenerwowania, a łzy nadal spływały mi po policzkach. Dominika wsunęła się pod moje ramiona i rozpłakała się tak, że musiała łapać głośno powietrze, złapała w swoje małe rączki materiał mojej koszulki i wcisnęła w nią głowę. Przytuliłem ją mocno chcąc aby poczuł się bezpieczna.
W tym momencie poczułem jak ktoś ją odciąga ode mnie i odniosłem wrażenie, że mogę już nigdy jej nie odzyskać, spojrzałem na lekarza i stanowczo powiedziałem "NIE" przysuwając dziewczynę do siebie.
- Pani Dominika się obudziła, a moim obowiązkiem jest ją przebadać i zostawić na obserwacji. - już otwierałem usta żeby zaprzeczyć kiedy poczułem palec na wargach.
- Poproszę wypis, jestem pełnoletnia i uważam, że skoro nie wiedzieliście co mi jest teraz też nie wiecie. - dziewczyna powiedziała to stanowczo i ironicznie, otarła oczy i poprosiła mnie abym przywiózł jej jakieś ubrania.
*Dominika Pov*
Kiedy Patryk wyszedł z białego pomieszczenia zobaczyłam mojego brata. Wszedł do pokoju z pytającym spojrzeniem i brwiami uniesionymi tak wysoko, że mógłby dosięgnąć nimi nieba.
- Okej, tłumacz się. Już. - powiedział przeciągając każde słowo, usiadł w nogach mojego łóżka i przysunął głowę w moją stronę udając małą dziewczynkę.
- Jestem głodna. Wiktor muszę odzyskać siły... - zamrugałam lekko i położyłam głowę na poduszce. Poczułam jak coś zimnego spada na moją twarz, złapałam to w dwa palce i wsparłam się na łokciach.
- Masz. - chłopak wstał i odwrócił się w stronę okna udając, że bacznie coś obserwuje. Spojrzałam na woreczek który trzymałam w prawej ręce. Krew. Usiadłam plecami do brata i wgryzłam się w pojemnik, z pierwszym łykiem smak eksplodował na moim języku i wszystkie wspomnienia wróciły. O mało co nie zachłysnęłam się cieczą kiedy obrazy przewijały się w mojej głowie, na szczęście po chwili to ustało i mogłam dokończyć posiłek w spokoju. Pustą torebkę wyrzuciłam do śmieci i usiadłam na łóżku w siadzie skrzyżnym, poklepałam miejsce obok siebie i poczekałam aż Wiktor go nie zajmie.
- Po pierwsze to dziękuję. Ja... nie wiem od czego zacząć ale jest źle, jest bardzo źle. Posłuchaj, myślę, że powinieneś wyjechać z miasta i zerwać ze mną kontakt, przynajmniej na razie. - zaczęłam.
- Nie i nawet nie próbuj mnie do tego więcej namawiać. Co się stało zanim no wiesz... zanim Cię znalazłem?
- Oni wrócili. - wiedziałam, że te dwa słowa wystarczą, chłopak w mgnieniu oka zrozumiał o co mi chodzi i zachłysnął się powietrzem. - Jezu, Wiktor proszę Cię wyjedź. Obawiam się, że więcej nie mogę już odwlekać.
- Posłuchaj mnie bo chyba się nie zrozumieliśmy. Ja nigdzie nie jadę, a to, że jakiś niedorozwinięty wampir ugryzł Cię i nie zauważył, że jesteś w czasie przemiany to nie Twoja cholerna wina i nie będziesz ponosić za to konsekwencji! - Rudy wstał i wymachiwał rękoma chcąc podkreślić wagę jego słów.
- Wiktor ja nie mogę być... tym czymś! Myślisz, że to jest tak prosto? Ty mogłeś oddać wilczy gen i się tym nie przejmować! - mina chłopaka zrzedła, widziałam, że uderzyłam w czuły punkt lecz nie chciałam przestawać. - To nie Tobie odblokowała się każda możliwa opcja jak w pierdolonej grze! To nie ty możesz zniszczyć wszystko co kochasz przez jebany przypadek! Nie chce tego w sobie nie rozumiesz?!
- Czego nie chcesz w sobie? - odwróciłam się w stronę z której dobiegał ten słodki głos i zobaczyłam Patryka. No świetnie - pomyślałam - tylko tego brakowało.
- Nic nie ważne. - odparłam łypiąc oczami na brata. - Dziękuję za ubrania, jeszcze tylko wypis i wracam do życia. A z Tobą - zwróciłam się do Wiktora. - jeszcze  nie skończyłam.
Opuściłam pokój i skierowałam się do łazienki, weszłam do jednej z kabin i zablokowałam drzwi po czym otworzyłam torbę którą wcześniej wręczył mi blondyn. Zaczęłam z niej wyciągać poszczególne ubrania szczerząc się jak dziecko, chłopak pomyślał nawet o szczotce do włosów i gumkach, nie wspominając o różowej szczoteczce ze słonikiem z którego trąby wylatywały różnokolorowe motyle.
Ubrałam się w koronkowy komplet bielizny, czarne leginsy i tego samego koloru prześwitującą koszulkę, narzuciłam na siebie jeszcze ulubioną bluzę i umyłam zęby. Rozczesywanie włosów było czystą katorgą przez co nie jedna łza bólu spłynęła po moich policzkach, związałam włosy w dwa, krótkie warkoczyki z tyłu głowy i złapałam torbę żeby wszystko do niej zapakować. Gdy już miałam wszystko wkładać zobaczyłam biały, płaski przedmiot na samym jej dnie. Usiadłam na toalecie i wyjęłam ów rzecz, okazała się ona być zapisaną kartką. Rozwinęłam pognieciony papier i zaczęłam czytać.
Mam nadzieję, że ją znajdziesz kiedy już pójdziesz się przebrać.
Chciałbym Ci coś powiedzieć ale nie mam odwagi więc jeśli ją znajdziesz to zapoczątkuj tą rozmowę,
jeżeli nie - cóż światło dzienne już nigdy jej nie ujrzy.
Kocham Cię, Dominika.
Jesteś dla mnie wszystkim ale wiem, że ja dla Ciebie nie.
Boje się tego uczucia więc pewnie kiedy to piszesz siedzę już na Piotrusiu i jadę jak najdalej stąd.
Na zawsze twój, Patryk 

Kiedy przeczytałam list samotna łza spłynęła po moim prawym policzku wytaczając drogę od oka, przez żuchwę aż na ziemię. Wrzuciłam wszystko do torby i wybiegłam z łazienki wkładając jeszcze kartkę do kieszeni w bluzie. Nie próbowałam nawet pobiec do sali w której spałam przez ten cały czas, skierowałam się od razu na parking i zobaczyłam Patryka. Wkładał kask na głowę, a nogami trzymał motor, ile sił w nogach rzuciłam się w jego stronę. 
Nie zdążyłam.

__________________________________________

Podoba się?
Mam nadzieję :) 
Czytasz - skomentuj
Kisiel

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz