wtorek, 16 lutego 2016

7.You'll die

*Patryk Pov*
- Widziałeś?! Ona chyba się budzi! - kiedy Wiktor to wykrzyknął odwróciłem się o 180 stopni. Niestety, dziewczyna leżała tak jak wcześniej, na jej brązowych oczach nadal spoczywały delikatne powieki, a rzęsy rzucały cienie na policzki. Zlustrowałem dziewczynę parę razy aby w końcu zobaczyć choć mały szczegół który mógłby mówić o tym kiedy Dominika się obudzi. Jej policzki nie były już tak blade jak wcześniej, wręcz przeciwnie, były delikatnie zaróżowione i wydawały się ciepłe.
*Dominika Pov*
Kiedy w końcu otworzyłam oczy zobaczyłam swoich rodziców, w oczach stanęły mi łzy, tyle wspomnień w jednej sekundzie przeleciało mi przez głowę, doskoczyłam do nich i wtuliłam się w ich ciała, jednak coś było nie tak. Moi rodzice byli lodowaci, przypominali w dotyku skałę i wcale nie przytulili mnie do siebie. Rozejrzałam się wokół i wtedy dopiero zrozumiałam co się stało. Wszędzie panował mrok a jedynym, malutkim i niestety gasnącym źródłem światła byłam ja. Powoli do mojego mózgu docierało gdzie jestem, choć w rzeczywistości nie miałam pojęcia to dotarło do mnie, że umieram. To światło które gasło było moim życiem, widziałam rodziców ale nie mogłam z nimi rozmawiać. Oni nadal byli za daleko, dawno umarli, a ja nadal żyłam. W pewnym momencie poczułam ciepło, tak jakby ktoś łapał mnie za rękę. Odwróciłam głowę w tamtą stronę i zobaczyłam blady punkt zawieszony gdzieś w wszechogarniającej czerni. Była to zaledwie mała plamka ale świeciła jak słońce. To był ktoś żywy. Wytężyłam wzrok skupiając cała uwagę na kropce i w końcu udało mi się, dojrzałam jakby zza zasłony białe ściany szpitala i pochylającą się nade mną postać. To był Patryk, a obok niego stał Wiktor. Chciałam krzyczeć aby mi pomogli ale nie miałam tyle sił i musiałam oddalić swój wzrok, usiadłam w ciemności jakby zawisając w niej i schowałam twarz w dłonie. Zaczęłam płakać, a szloch roznosił się echem odbijając się od niewidzialnych ścian. Nie wiem ile tak trwałam, czy minutę czy dzień, a może nawet rok ale jedno wiedziałam, to ja muszę ich znaleźć, nie oni mnie. Wstałam łapczywie napierając powietrza w płuca i spojrzałam na swoje dłonie które już prawie ginęły w mroku, przestawały świecić. Odwróciłam się w stronę punktu i zaczęłam biec, po jakimś czasie w płucach zaczynało mi brakować powietrza, mimo to kropka zbliżyła się tylko o drobinę, a może to ja się zbliżyłam?
Biegam ile sił w nogach mimo, że każdy kolejny oddech palił moje płuca jak ogień. Nie chciałam umierać i nie miałam takiego zamiaru.
Podniosłam głowę i spojrzałam w stronę światła, wytężyłam wzrok ale tam nie było już ludzi którzy mnie kochają. Lekarz odciągał Patryka który wyrywał się z całych sił, krzyczał coś przez łzy i machał rękoma we wszystkie strony. Obok drzwi stał Wiktor, miał spuszczoną głowę i mówił coś do Patryka.
-Naprawdę, nie może Pan tu zostać. Stwierdzono zgon. - słowa lekarza jeszcze przez chwilę dzwoniły mi w uszach. JAK TO ZGON?! Spojrzałam na swoje ciało, miał rację. Bieg wykańczał mnie do końca, światło które jeszcze przed chwilą wskazywało mi drogę zgasło prawie do końca. Mimo to nie mogłam się poddać. Zamknęłam oczy i ostatni raz wszczęłam bieg, po chwili poczułam jak wpadam przez kurtynę do świata żywych, wszystkie bodźce wróciły.
__________________
Krótki, beznadziejny no przepraszam :(
Mam trochę dużo na głowie...
Kisiel

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz