*Dominika Pov*
Stanęłam w rogu pokoju aby przyjrzeć się efektowi mojej pracy, wszystko prezentowało się wręcz idealnie, tak jak chciałam. Pod oknem stał dębowy bar z różnymi alkoholami, obok niego ustawiłam zieloną kanapę i dwa głębokie fotele tego samego koloru; środek pomieszczenia był pusty, miał on służyć jako parkiet. Usiadłam na jednym z sześciu krzeseł umieszczonych na około stołu, w rogu pokoju. Uśmiechnęłam się pod nosem, przesunięcie tych wszystkich rzeczy było ciężkie i zajęło mi sporo czasu ale wyrobiłam się i mogłam teraz odetchnąć. Wzięłam jedną ze szklanek i nalałam do niej burbon, oparłam się o framugę drzwi świadoma, że zaraz mają się zjawić goście, nie musiałam czekać długo. Po niecałych pięciu minutach usłyszałam jak drzwi się otwierają oraz perlisty śmiech mojej przyjaciółki, Liv stała w przedpokoju z dwoma butelkami Whisky, przyjrzałam się im dokładniej i rozpoznałam, iż jedną z nich był Jack Daniel's, druga natomiast reprezentowała Glenfiddich. Podnosząc wzrok z nad trunku ujrzałam dwóch mężczyzn, mieli około dwudziestu lat i byli do siebie bardzo podobni. Twarze obydwóch okalały burze ciemnych loków, a ich oczy kolorem przypominały wzburzony ocean, jasna cera idealnie kontrastowała z włosami. Byli przystojni, mogę się pokusić o stwierdzenie, że nawet cholernie przystojni, ich uśmiechy mogłyby powalić na kolana nie jedną dziewczynę. Łypnęłam niezadowolona na przyjaciółkę, ona jednak wzruszyła ramionami i pocałowała mnie w policzek.
- Hej Mika, to jest Marcel, a to... - wskazała na nieco wyższego chłopaka. - To jest Hubert. Tydzień temu wprowadzili się obok mnie więc postanowiłam wkręcić ich w nasze towarzystwo. - zlustrowałam dziewczynę i o mało co nie uderzyłam dłonią w czoło, nie chciałam być przecież niemiła. Liv pochodziła z Finlandii przez co miała zabawny akcent ale mimo wszystko uwielbiałam ją. Zazdrościłam jej długich i idealnie prostych blond włosów, błękitnych oczu i lekko zadartego noska. Ja byłam jej przeciwieństwem, czerwone loczki sięgające do ramion, ciemne oczy i mocno zarysowane kości policzkowe, Patryk mówił, że mam zadarty nosek ale nie wierzyłam mu.
- Hej, rozgośćcie się. - powiedziałam z uśmiechem wskazując gościom drogę do salonu. Liv od razu skierowała się w stronę barku, tuż za nią poszedł Marcel. Hubert jednak został ze mną i uporczywie wpatrywał się w szklankę którą trzymałam w ręce.
- Co sączysz? - spytał zdejmując kurtkę, odwiesił ją na haczyk i odłożył buty na półeczkę.
- Jim Beam!
- Ooo i to mi się podoba. - na twarz chłopaka wypełzł uśmiech, a w jego policzkach ujrzałam dwa, śliczne dołeczki. Kiedy Hubert opuścił przedpokój zamknęłam za nim drzwi i ruszyłam w stronę baru przy którym moja przyjaciółka kłóciła się z Marcelem o to czy Cosmopolitan jest lepszy od Manhattan'u.
- Wiecie o tym, że burbon i tak jest najlepszy? - spojrzałam na nich z udawaną powagą.
- Ble.
- Fuj, naprawdę pijesz burbon? - chłopak patrzył na mnie z niedowierzaniem. - Jezu, kolejny Hubert.
W taki sposób wdałam się w dziwną dyskusję którą przerywałam jedynie wpuszczaniem nowych gości i witaniem się z nimi. Dowiedziałam się, że Marcel ma 19 lat, Hubert natomiast - 22. Przeprowadzili się ponieważ starszy z braci znalazł tutaj pracę, zmuszeni więc byli opuścić swój stary dom i przenieść się tutaj.
Po niecałych dwóch godzinach salon był pełen pijanych ludzi, jedni tańczyli, inni natomiast stali przy barku.
Chwilę przed północą usłyszałam głośny trzask drzwi i jeszcze głośniejszy krzyk.
- Doominika! Cooo to ma znaczyć?! - stałam przed wysokimi mężczyznami którzy zataczali się ledwo stojąc. Zmierzyłam wzrokiem obu, pierwszy, patrzył na mnie jakbym co najmniej wypchnęła go przez okno, drugi natomiast usiadł, złapał się za głowę i zaczął zdejmować buty.
- Tylko wasza dwójka mogła w takim stanie wrócić do domu. - mruknęłam wskazując na nich po kolei palcem. Rudowłosy zdjął już kurtkę pod którą zobaczyłam rozpiętą, czarną koszulę, zdobiły ją liczne plamy krwi. Podniosłam pytająco brew ale on tylko warknął coś na temat moje wtrącania się w nie swoje sprawy i skierował w stronę barku. Cudnie. Usłyszałam jak Liv głośno wypuszcza powietrze więc odwróciłam się do niej. Otworzyłam szeroko oczy kiedy zorientowałam się o co chodziło dziewczynie. Przede mną stał Patryk, jego twarz była pełna różnokolorowych siniaków, z rozciętej wargi wciąż kapała krew, a kołnierzyk szarej koszuli był w połowie oderwany.
- Przepraszam. - mruknął blondyn, odsunął moja przyjaciółkę i chciał iść dalej, na co oczywiście mu nie pozwoliłam. Stanęłam w drzwiach i złapałam za ramię wbijając w nie paznokcie.
- Słucham. - bardziej oświadczyłam niż zapytałam, nie miałam najmniejszego zamiaru być dla niego miła. Odwróciłam się na pięcie i zaczęłam ciągnąć chłopaka do swojego pokoju. Przechodząc obok tańczącego Huberta uśmiechnęłam się promiennie dając mu do zrozumienia, że wszystko jest okej. W ciszy usiedliśmy na brązowej kanapie opierając nogi o pufę która stała naprzeciw.
- Nawet nie prób.. - zaczęłam ale nie dane mi było skończyć, Patryk wpił się w moje usta i objął jedną ręką w talii, drugą gładził moje czerwone loczki. Po chwili pocałunek z niewinnego przerodził się w zachłanny, natarczywy i pełen różnych uczuć, chciałam aby ta chwila trwała wiecznie. Pewnie gdybyśmy nie musieli oddychać tak właśnie by było, blondyn oderwał się ode mnie delikatnie i oparł swoje czoło o moje, ciszę między nami przerywały jedynie nasze oddechy i muzyka która zdawała się przypływać gdzieś z oddali.
*Patryk Pov*
Wszedłem z Wiktorem do baru w którym muzyka była nieznośnie głośna, usiedliśmy przy barze przyglądając się pijanym ludziom. Uroczo.
- Whisky z lodem razy dwa. - rzucił rudowłosy. Chwilę później w dłoni trzymałem pustą już szklankę i wymieniałem się z chłopakiem spostrzeżeniami na temat ostatnich dni. Zastanawiałem się czy powinienem tu teraz być, Dominika pewnie siedzi teraz sama w domu, miałem nadzieję, że znajdzie sobie jakieś zajęcie. Poczułem jak ktoś kładzie mi rękę na ramieniu, zdenerwowany przerwaniem mi w rozmyśleniach odwróciłem głowę. I kogo tam zobaczyłem? Przede mną stał nie kto inny jak Monika, mała szmata która skrzywdziła moją przyjaciółkę i której naprawdę nie cierpiałem. Zmierzyłem ją pytającym spojrzeniem popijając przy tym kolejną porcję trunku, dziewczyna miała na sobie prześwitujące leginsy i pomarańczową koszulkę z dużym dekoltem, przemknęło mi przez głowę co ona właściwie chce pokazać ale postanowiłem nie tracić mojego cennego czasu na tak głupie pytania. Miałem nadzieję, że jeżeli nie okaże jej zainteresowania to odejdzie, myliłem się.
- Hej kochanie! - zaszczebiotała siadając obok mnie, zerknąłem na Wiktora który z zaciekawieniem oglądał zaistniałą sytuację. - Gdzie masz tą swoją dziwkę? Hmm... a może w końcu zacząłeś myśleć i ją zostawiłeś? Chodź zatańczymy i wszystko mi opowiesz!
- Wyobraź sobie perełko, że nie mam Ci czego opowiadać, między mną a Dominiką jest coraz lepiej. Dobrze Ci radzę nigdy więcej tak o niej nie mów bo ta Twoja piękna twarzyczka spotka się z parkietem. Idź stąd. - wycedziłem na jednym wdechu podkreślając ostatnie dwa słowa. Niestety do jej pustej głowy nic nie docierało, zamówiłem więc kolejną szklankę Whisky i zacząłem rozmawiać z kompanem. Poczułem jak Monika łapie mnie za szczękę i obraca w swoją stronę, po chwili zaczęła mnie całować. Tego już było za wiele. Odepchnąłem ją i zbeształem, cała sytuacja nie uszła uwadze dwóm gorylom blondyny, poczułem jak odciągają mnie od baru, a potem zobaczyłem tylko niewyraźne mignięcie pięści jednego z nich. Uderzenie odrzuciło moją głowę do tyłu jednak nie miałem zamiaru dać za wygraną.
- Bronicie tej idiotki? - zaśmiałem się unikając kolejnego ciosu - Cóż... albo daje wam dupy albo sporo płaci. - warknąłem patrząc postawnemu chłopakowi prosto w oczy, następne uderzenie należało do mnie. Wycelowałem prawym sierpowym w twarz jednego z tych półgłówków i podciąłem mu nogi, po chwili siedziałem na nim okrakiem i okładałem go pięściami po całej mordzie. Nagle ktoś ściągnął mnie z chłopaka i jednym pchnięciem powalił, teraz waliłem na oślep. Usłyszałem przepełniony złością krzyk Wiktora i po chwili goryle leżeli pięć metrów dalej. Czyli lepiej z nim nie zadzierać, jest silny. Rudy podniósł mnie za kołnierzyk koszulki który momentalnie się rozerwał, wzruszył tylko ramionami i wyszedł ciągnąc mnie za sobą.
- Nie chce wiedzieć. Ta Monika zarywa do wszystkiego co się rusza, po co z nią do cholery gadałeś?! - warknął wściekły.
- Mówiłeś, że nie chcesz wiedzieć.
- Racja.
Resztę drogi do posiadłości chłopaka przeszliśmy w ciszy, widziałem jak Wiktor łypie wzrokiem na wszystkie strony. Przełknąłem głośno ślinę przechodząc przez próg domu, zielonooki nie chciał mi pomóc w tłumaczeniu się, był cholernie pijany, zirytowany i zdezorientowaniem głośną muzyką dochodzącą z jego mieszkania.
- Doominika! Cooo to ma znaczyć?! - krzyknął opierając się o ścianę, obydwaj byliśmy mocno wstawieni i nie chcieliśmy rozmawiać z dziewczyną, mimo to chłopak ją zawołał, cudnie.
Kiedy tylko czerwonowłosa wpadła do przedpokoju usiadłem na pufie i schowałem twarz w dłoniach, zacząłem powoli rozwiązywać buty, a następnie zdjąłem kurtkę. Kiedy podniosłem głowę zobaczyłem przed sobą bladą twarz mojej księżniczki, jej oczy były szeroko otwarte, usta natomiast rozchylone w niemym pytaniu.
- Przepraszam. - mruknąłem przerażony i skierowałem się w stronę salonu, jednak brązowooka stanęła mi na drodze i już po chwili siedzieliśmy u niej w pokoju. Naprawdę chciałem z nią porozmawiać ale kiedy zobaczyłem te czerwone, pełne usta i nie byłem w stanie się powstrzymać. Dziewczyna coś mówiła, mimo to wpiłem się w jej wargi i już po chwili czułem jak wszystko co tak bardzo mnie męczyło znika jak za machnięciem niewidzialnej różdżki.
Oparłem swoje czoło o jej i dysząc, najdelikatniej jak potrafiłem dotknąłem jej policzka.
- Kocham Cię, kocham Cię Dominika. - wyszeptałem.
____________________________________________
Mam nadzieję, że się wam spodoba!
Kisiel
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz