czwartek, 25 lutego 2016

9.Coming back

*Dominika Pov*
Obejrzałam się w około aby ocenić w jakiej sytuacji się znalazłam. Szpital był na planie prostokąta którego lustrzanym odbiciem był wielki parking. Ściany budynku mogły być kiedyś białe lub bladoniebieskie ale kiedy na nie patrzyłam były po prostu brudne, duże okna już dawno straciły swój blask, a drzwi nie dało się domknąć. Parking był naprawdę duży choć prawie pusty, barierki które odgraniczały go od lasu powyginały się we wszystkie możliwe strony stwarzając niebezpieczeństwo. Wyjście ze szpitala prowadziło prosto na asfalt, wyjazd natomiast znajdował się na końcu parkingu po lewej i był jedyną drogą którą można było opuścić to miejsce, oprócz lasu oczywiście. Przez moment przez głowę przebiegło mi pytanie: "Dlaczego tak ważne miejsce jest tak daleko od centrum?", klinika bowiem znajdowała się poza miastem a raczej na jego obrzeżach.
Nie miałam szans na dogonienie Patryka i chciałam już wracać do szpitala kiedy do głowy przyszła mi jedna myśl. "A może jednak?"
Intensywnie pomyślałam o jednym ze świerków i po chwili usłyszałam trzask, drzewo złamało się, mimo to nie spadło. Zamknęłam oczy i skupiłam się na delikatnym, chłodnym wietrzyku. Po paru sekundach poczułam jak wiatr zmaga się i trudno jest mi utrzymać się na nogach, moje myśli krążyły wokół drzewa i moich dolnych kończyn. Odniosłam wrażenie, że unoszę się nad ziemią więc delikatnie otworzyłam oczy, spod rzęs zobaczyłam asfalt, był dalej niż zazwyczaj. Moje przypuszczenia potwierdziły się, a po chwili usłyszałam kolejny trzask, drzewo pękło i spadało właśnie na ziemię. Podniosłam wzrok i ujrzałam jak chłopak robi seat stander, zakręca i staje przodem do mnie, ja natomiast delikatnie opadłam na ziemię. Podniosłam z ziemi kask który blondyn zostawił na ziemi i pobiegłam w jego stronę, Patryk zszedł z Piotrusia wyłączając go wcześniej i zdjął kask patrząc na mnie z przerażeniem. Po chwili znalazłam się w jego objęciach i dziękowałam sama sobie za ten wspaniały pomysł.
- Nie ładnie tak odjeżdżać bez pożegnania. - mruknęłam mu do ucha po czym wspięłam się na palce i wpiłam się w jego usta, przez kilka sekund chłopak nie wiedział co ma zrobić i nie oddawał pocałunku, po chwili jednak przysunął mnie bliżej i przygryzł moją wargę prosząc o wstęp. Pozwoliłam mu aby zaraz stoczyć niemą walkę, pocałunek był namiętny i zachłanny, a kiedy się od siebie oderwaliśmy ciężko dyszeliśmy. - Tak, chcę zacząć tą rozmowę.
Na twarz niebieskookiego wypełzł uśmiech od ucha do ucha i zanim się obejrzałam na moim czole spoczęły jego usta.
- Dziękuję. - szepnął po czym przytulił mnie do siebie. Wyjęłam z kieszeni jego kurtki telefon i odblokowałam wpisując "LV" uśmiechnęłam się na sama myśl dlaczego takie właśnie jest to hasło.

Retrospekcja:
- No proooooszeeee pojedziemy tam kiedyś???? - spoglądałam błagalnym wzrokiem na mojego przyjaciela w lustrze i uśmiechałam się od ucha do ucha.
- Zamknij się Misia bo Ci tą farbą ryjek wysmaruję. - odparł cmokając przy tym jak prawdziwy fryzjer. Podszedł do umywalki i odkręcił wodę lecz w ostatniej chwili odwrócił się kładąc swoje czerwone ręce na mojej buzi.
- Aaaaa! Jak mogłeś?! Nienawidzę Cię!!! - piszczałam bijąc chłopaka po plecach. Tak, to ewidentnie mój przyjaciel tylko on jest na tyle głupi. Po chwili poczułam na twarzy szorstki materiał ręcznika, chłopak delikatnie umył mi twarz, a kiedy już otworzyłam oczy zobaczyłam jego promienny uśmiech. Idiota.
- Więęęęc? - spytałam jeszcze raz siląc się na delikatny uśmiech. - Wiesz, że to moje marzenie... 
Patryk jęknął ale skinął głową i wytknął mi język.
- Tak obiecuje Ci, że kiedy już będziesz dużą dziewczynką to zabiorę Cię do Las Vegas - tu zrobił przerwę uśmiechając się chytrze - Pijaczko.

- Co się tak szczerzysz? - parsknął blondyn przyglądając mi się podejrzliwie.
- Nie, nic ważnego. Wiesz, jest już późno, a chciałabym iść jutro do szkoły. Możemy już jechać? No o ile mnie odwieziesz... - mruknęłam wystukując na ekranie SMS'a do brata na temat mojego położenia. Poprosiłam go aby zabrał moje rzeczy i pojechał do domu odpocząć.
- Po pierwsze księżniczko - podniosłam powoli głowę i spojrzałam na niego z nienawiścią. - Księżniczko ciemności oczywiście - powiedział śmiejąc się lekko, dał mi kuksańca po czym kontynuował. - Przed chwilą wiało tak, że spadło drzewo, więc nigdzie Cię nie zawiozę, a po drugie jest piątek i musisz odpocząć. Żadnej nauki, szkoły ani imprezowania.
- Patryk księżniczko ty moja nie interesuje mnie Twoje zdanie to po pierwsze, a tak poza tym to marihuana jest lecznicza. - powiedziawszy to ruszyłam w stronę Piotrusia i założyłam kask. Poinformowałam jeszcze tylko chłopaka o tym, że mój brat zaraz będzie jechał do domu po czym odpaliłam i pojechałam. Odwróciłam lekko głowę aby spotkać się ze zdziwionym spojrzeniem przyjaciela. Zrobiłam Wheelie i odjechałam dalej, postanowiłam jednak zrobić coś jeszcze. Patryk nie wiedział jakich trików nauczyłam się w wakacje kiedy on był u siostry w Hiszpanii. Przełożyłam ciężar ciała na tylne koło i powoli puściłam się rękoma, tym sposobem wykonałam cudowny No Hander i odjechałam paląc gumę.
Po drodze do domu pojechałam na małą przejażdżkę, chciałam bowiem trochę ochłonąć od tego wszystkiego. Wydarzenia z przed kilku dni dały mi się we znaki, odczuwałam strach, był on schowany bardzo głęboko ale jednak. Zatrzymując się pod wiatą byłam pewna, że w domu jest już Wiktor, a może Patryk. Jednak kiedy pociągnęłam za klamkę spotkałam się z oporem zamka, przekręciłam klucz i weszłam do pustego mieszkania. Rozejrzałam się po ciemnym pomieszczeniu ale nie zobaczyłam nic dziwnego, no oprócz braku mojego brata. Skierowałam się do swojego pokoju i wtedy coś mnie tknęło, przeskoczyłam barierkę schodów i wpadłam do kuchni. Tak jak myślałam, na blacie leżała kartka. Przejechałam po niej wzrokiem, jedyne czego się dowiedziałam to fakt, że mężczyźni poszli się "zintegrować" do pobliskiego baru. Powędrowałam z uśmiechem na górę, czyli jednak moi mali chłopcy potrafią się dogadać. Odblokowałam telefon który leżał obok kartki i napisałam krótką wiadomość "Za 2h widzę Cię u mnie na domówce. Liczę na dużo osób." zaznaczyłam około dwudziestu osób i wysłałam.
Wyciągnęłam z garderoby czarne rurki, top w tym samym kolorze z przesłodkim, fioletowym nietoperzem i weszłam do łazienki. Odkręciłam wodę i usiadłam na brzegu wanny, myślami odleciałam gdzieś daleko do moich marzeń. Tak, to jest dobry czas na odreagowanie, pomyślałam i rozsiadłam się wygodnie w ciepłej wodzie która koiła nerwy. Czułam jak każdy mięsień po kolei rozluźnia się, nalałam na gąbkę trochę malinowego płynu po czym wtarłam go w ciało i dokładnie spłukałam. Dokładnie umyłam włosy i nałożyłam na nie odżywkę posiedziałam jeszcze chwilę w wannie ale kiedy spojrzałam na zegarek uświadomiłam sobie, że została mi jeszcze tylko godzina do domówki. Obwinęłam włosy ręcznikiem i wyszłam z wody, spłukując wannę, dokładnie wytarłam ciało i nakremowałam je czekoladowym balsamem. Ubrałam wcześniej przygotowane rzeczy i zeszłam na dół aby wszystko przygotować.

_____________________________

Iiii?
Jak wam się podoba?
Kisiel

czwartek, 18 lutego 2016

8. Real world


[klik]

*Patryk Pov*
Poddałem się kiedy po raz kolejny usłyszałem, że stwierdzono zgon, odwróciłem głowę i przymknąłem oczy pozwalając łzą płynąć. Spojrzałem ostatni raz na moją księżniczkę i w tym momencie zobaczyłem jak gwałtownie siada łapczywie łapiąc oddech. Gdyby nie te wszystkie godziny spędzone w szpitalu pomyślałbym, że śnił jej się koszmar i właśnie się obudziła.
Z całej siły odepchnąłem lekarza i rzuciłem się na dziewczynę, przyciągnąłem jej ciało do swojego i pocałowałem w czoło po czym oparłem głowę o jej czoło. Nie mogłem uwierzyć, patrzyłem w jej oczy śmiejąc się ze szczęścia i zdenerwowania, a łzy nadal spływały mi po policzkach. Dominika wsunęła się pod moje ramiona i rozpłakała się tak, że musiała łapać głośno powietrze, złapała w swoje małe rączki materiał mojej koszulki i wcisnęła w nią głowę. Przytuliłem ją mocno chcąc aby poczuł się bezpieczna.
W tym momencie poczułem jak ktoś ją odciąga ode mnie i odniosłem wrażenie, że mogę już nigdy jej nie odzyskać, spojrzałem na lekarza i stanowczo powiedziałem "NIE" przysuwając dziewczynę do siebie.
- Pani Dominika się obudziła, a moim obowiązkiem jest ją przebadać i zostawić na obserwacji. - już otwierałem usta żeby zaprzeczyć kiedy poczułem palec na wargach.
- Poproszę wypis, jestem pełnoletnia i uważam, że skoro nie wiedzieliście co mi jest teraz też nie wiecie. - dziewczyna powiedziała to stanowczo i ironicznie, otarła oczy i poprosiła mnie abym przywiózł jej jakieś ubrania.
*Dominika Pov*
Kiedy Patryk wyszedł z białego pomieszczenia zobaczyłam mojego brata. Wszedł do pokoju z pytającym spojrzeniem i brwiami uniesionymi tak wysoko, że mógłby dosięgnąć nimi nieba.
- Okej, tłumacz się. Już. - powiedział przeciągając każde słowo, usiadł w nogach mojego łóżka i przysunął głowę w moją stronę udając małą dziewczynkę.
- Jestem głodna. Wiktor muszę odzyskać siły... - zamrugałam lekko i położyłam głowę na poduszce. Poczułam jak coś zimnego spada na moją twarz, złapałam to w dwa palce i wsparłam się na łokciach.
- Masz. - chłopak wstał i odwrócił się w stronę okna udając, że bacznie coś obserwuje. Spojrzałam na woreczek który trzymałam w prawej ręce. Krew. Usiadłam plecami do brata i wgryzłam się w pojemnik, z pierwszym łykiem smak eksplodował na moim języku i wszystkie wspomnienia wróciły. O mało co nie zachłysnęłam się cieczą kiedy obrazy przewijały się w mojej głowie, na szczęście po chwili to ustało i mogłam dokończyć posiłek w spokoju. Pustą torebkę wyrzuciłam do śmieci i usiadłam na łóżku w siadzie skrzyżnym, poklepałam miejsce obok siebie i poczekałam aż Wiktor go nie zajmie.
- Po pierwsze to dziękuję. Ja... nie wiem od czego zacząć ale jest źle, jest bardzo źle. Posłuchaj, myślę, że powinieneś wyjechać z miasta i zerwać ze mną kontakt, przynajmniej na razie. - zaczęłam.
- Nie i nawet nie próbuj mnie do tego więcej namawiać. Co się stało zanim no wiesz... zanim Cię znalazłem?
- Oni wrócili. - wiedziałam, że te dwa słowa wystarczą, chłopak w mgnieniu oka zrozumiał o co mi chodzi i zachłysnął się powietrzem. - Jezu, Wiktor proszę Cię wyjedź. Obawiam się, że więcej nie mogę już odwlekać.
- Posłuchaj mnie bo chyba się nie zrozumieliśmy. Ja nigdzie nie jadę, a to, że jakiś niedorozwinięty wampir ugryzł Cię i nie zauważył, że jesteś w czasie przemiany to nie Twoja cholerna wina i nie będziesz ponosić za to konsekwencji! - Rudy wstał i wymachiwał rękoma chcąc podkreślić wagę jego słów.
- Wiktor ja nie mogę być... tym czymś! Myślisz, że to jest tak prosto? Ty mogłeś oddać wilczy gen i się tym nie przejmować! - mina chłopaka zrzedła, widziałam, że uderzyłam w czuły punkt lecz nie chciałam przestawać. - To nie Tobie odblokowała się każda możliwa opcja jak w pierdolonej grze! To nie ty możesz zniszczyć wszystko co kochasz przez jebany przypadek! Nie chce tego w sobie nie rozumiesz?!
- Czego nie chcesz w sobie? - odwróciłam się w stronę z której dobiegał ten słodki głos i zobaczyłam Patryka. No świetnie - pomyślałam - tylko tego brakowało.
- Nic nie ważne. - odparłam łypiąc oczami na brata. - Dziękuję za ubrania, jeszcze tylko wypis i wracam do życia. A z Tobą - zwróciłam się do Wiktora. - jeszcze  nie skończyłam.
Opuściłam pokój i skierowałam się do łazienki, weszłam do jednej z kabin i zablokowałam drzwi po czym otworzyłam torbę którą wcześniej wręczył mi blondyn. Zaczęłam z niej wyciągać poszczególne ubrania szczerząc się jak dziecko, chłopak pomyślał nawet o szczotce do włosów i gumkach, nie wspominając o różowej szczoteczce ze słonikiem z którego trąby wylatywały różnokolorowe motyle.
Ubrałam się w koronkowy komplet bielizny, czarne leginsy i tego samego koloru prześwitującą koszulkę, narzuciłam na siebie jeszcze ulubioną bluzę i umyłam zęby. Rozczesywanie włosów było czystą katorgą przez co nie jedna łza bólu spłynęła po moich policzkach, związałam włosy w dwa, krótkie warkoczyki z tyłu głowy i złapałam torbę żeby wszystko do niej zapakować. Gdy już miałam wszystko wkładać zobaczyłam biały, płaski przedmiot na samym jej dnie. Usiadłam na toalecie i wyjęłam ów rzecz, okazała się ona być zapisaną kartką. Rozwinęłam pognieciony papier i zaczęłam czytać.
Mam nadzieję, że ją znajdziesz kiedy już pójdziesz się przebrać.
Chciałbym Ci coś powiedzieć ale nie mam odwagi więc jeśli ją znajdziesz to zapoczątkuj tą rozmowę,
jeżeli nie - cóż światło dzienne już nigdy jej nie ujrzy.
Kocham Cię, Dominika.
Jesteś dla mnie wszystkim ale wiem, że ja dla Ciebie nie.
Boje się tego uczucia więc pewnie kiedy to piszesz siedzę już na Piotrusiu i jadę jak najdalej stąd.
Na zawsze twój, Patryk 

Kiedy przeczytałam list samotna łza spłynęła po moim prawym policzku wytaczając drogę od oka, przez żuchwę aż na ziemię. Wrzuciłam wszystko do torby i wybiegłam z łazienki wkładając jeszcze kartkę do kieszeni w bluzie. Nie próbowałam nawet pobiec do sali w której spałam przez ten cały czas, skierowałam się od razu na parking i zobaczyłam Patryka. Wkładał kask na głowę, a nogami trzymał motor, ile sił w nogach rzuciłam się w jego stronę. 
Nie zdążyłam.

__________________________________________

Podoba się?
Mam nadzieję :) 
Czytasz - skomentuj
Kisiel

wtorek, 16 lutego 2016

7.You'll die

*Patryk Pov*
- Widziałeś?! Ona chyba się budzi! - kiedy Wiktor to wykrzyknął odwróciłem się o 180 stopni. Niestety, dziewczyna leżała tak jak wcześniej, na jej brązowych oczach nadal spoczywały delikatne powieki, a rzęsy rzucały cienie na policzki. Zlustrowałem dziewczynę parę razy aby w końcu zobaczyć choć mały szczegół który mógłby mówić o tym kiedy Dominika się obudzi. Jej policzki nie były już tak blade jak wcześniej, wręcz przeciwnie, były delikatnie zaróżowione i wydawały się ciepłe.
*Dominika Pov*
Kiedy w końcu otworzyłam oczy zobaczyłam swoich rodziców, w oczach stanęły mi łzy, tyle wspomnień w jednej sekundzie przeleciało mi przez głowę, doskoczyłam do nich i wtuliłam się w ich ciała, jednak coś było nie tak. Moi rodzice byli lodowaci, przypominali w dotyku skałę i wcale nie przytulili mnie do siebie. Rozejrzałam się wokół i wtedy dopiero zrozumiałam co się stało. Wszędzie panował mrok a jedynym, malutkim i niestety gasnącym źródłem światła byłam ja. Powoli do mojego mózgu docierało gdzie jestem, choć w rzeczywistości nie miałam pojęcia to dotarło do mnie, że umieram. To światło które gasło było moim życiem, widziałam rodziców ale nie mogłam z nimi rozmawiać. Oni nadal byli za daleko, dawno umarli, a ja nadal żyłam. W pewnym momencie poczułam ciepło, tak jakby ktoś łapał mnie za rękę. Odwróciłam głowę w tamtą stronę i zobaczyłam blady punkt zawieszony gdzieś w wszechogarniającej czerni. Była to zaledwie mała plamka ale świeciła jak słońce. To był ktoś żywy. Wytężyłam wzrok skupiając cała uwagę na kropce i w końcu udało mi się, dojrzałam jakby zza zasłony białe ściany szpitala i pochylającą się nade mną postać. To był Patryk, a obok niego stał Wiktor. Chciałam krzyczeć aby mi pomogli ale nie miałam tyle sił i musiałam oddalić swój wzrok, usiadłam w ciemności jakby zawisając w niej i schowałam twarz w dłonie. Zaczęłam płakać, a szloch roznosił się echem odbijając się od niewidzialnych ścian. Nie wiem ile tak trwałam, czy minutę czy dzień, a może nawet rok ale jedno wiedziałam, to ja muszę ich znaleźć, nie oni mnie. Wstałam łapczywie napierając powietrza w płuca i spojrzałam na swoje dłonie które już prawie ginęły w mroku, przestawały świecić. Odwróciłam się w stronę punktu i zaczęłam biec, po jakimś czasie w płucach zaczynało mi brakować powietrza, mimo to kropka zbliżyła się tylko o drobinę, a może to ja się zbliżyłam?
Biegam ile sił w nogach mimo, że każdy kolejny oddech palił moje płuca jak ogień. Nie chciałam umierać i nie miałam takiego zamiaru.
Podniosłam głowę i spojrzałam w stronę światła, wytężyłam wzrok ale tam nie było już ludzi którzy mnie kochają. Lekarz odciągał Patryka który wyrywał się z całych sił, krzyczał coś przez łzy i machał rękoma we wszystkie strony. Obok drzwi stał Wiktor, miał spuszczoną głowę i mówił coś do Patryka.
-Naprawdę, nie może Pan tu zostać. Stwierdzono zgon. - słowa lekarza jeszcze przez chwilę dzwoniły mi w uszach. JAK TO ZGON?! Spojrzałam na swoje ciało, miał rację. Bieg wykańczał mnie do końca, światło które jeszcze przed chwilą wskazywało mi drogę zgasło prawie do końca. Mimo to nie mogłam się poddać. Zamknęłam oczy i ostatni raz wszczęłam bieg, po chwili poczułam jak wpadam przez kurtynę do świata żywych, wszystkie bodźce wróciły.
__________________
Krótki, beznadziejny no przepraszam :(
Mam trochę dużo na głowie...
Kisiel

poniedziałek, 8 lutego 2016

6.Hospital

*Wiktor Pov*
Obudziły mnie promienie słońca wpadające przez uchylone okno. Zasłoniłem ręką oczy i rozejrzałem się, dopiero po chwili dotarło do mnie co stało się parę godzin temu. Odwróciłem głowę modląc się żeby Dominika już wstała. Niestety, dziewczyna leżała dokładnie tak jak ją zostawiłem. Położyłem dłoń na jej czole które było lodowate, podciągnąłem czerwony koc pod samą szyję i podniosłem ręcznik. Kiedy go rozłożyłem moje serce zamarło, parę godzin temu był biały, teraz cały czerwony, a z jego rogów kapała szkarłatna ciecz. Kanapa przy ranie także była lepka i ciemniejsza niż zazwyczaj. Podniosłem się na rękach i pobiegłem do góry, pokonując po dwa stopnie naraz.
Cholera! Przecież wilki czy jak ona to nazywa mają zdolność regeneracji. Dlaczego jej szyja jest nadal rozcięta i krwawi?!
Usiadłem na łóżku dziewczyny i rozejrzałem się po jej pokoju w poszukiwaniu telefonu mojej siostry. Po przekopaniu całej pościeli znalazłem go pod poduszką. Włączyłem urządzenie w celu zadzwonienia do tego całego Patryka, ale co się okazało? Oczywiście Dominika musi mieć blokadę. Nienawistnym wzrokiem patrzyłem w mały ekranik na którym widniał napis "Podaj kod". Wpisałem datę jej urodzin, nie działa, 1234? Też nie. Dzień w którym poznała Patryka? Nie. Jego urodziny, tak to na pewno by zadziałało ale kiedy on... Podszedłem do laptopa i odblokowałem go, facebook, Patryk, urodziny - 09.03. Wpisałem cztery cyferki, telefon odblokowany. Teraz zostało tylko znalezienie chłopaka w kontaktach. Po paru minutach poszukiwań znalazłem "Patiiiś <3" i zdjęcie małolata. No dobra, może to nie był małolat ale nadal był młodszy ode mnie. Nacisnąłem zieloną słuchawkę i przyłożyłem urządzenie do ucha.
- Dominika? Czemu nie odbierałaś?! Ile Ci wysłałem SMS'ów?! Czy ty postradałaś zmysły?! Martwiłem się o Ciebie!
- Ta... już się ogarnij, rusz dupę i przyjedź do nas, Twoja dziewczyna jest poważnie ranna. - powiedziałem to jednym tchem i rozłączyłem się.
Zszedłem na dół i usiadłem przy siostrze, odgarnąłem jej włosy z czoła i założyłem moją koszulkę która sięgała jej do kolan, wciągnąłem jeszcze bokserki i usiadłem obok niej. Szturchnąłem ją delikatnie trzymając za ramie ale ona spała, przez chwilę jeszcze próbowałem ją obudzić, wiedziałem jednak, że nic z tego. Dominika leżała na kanapie i oddychała płytko. Patrzyłem na nią ze łzami w oczach kiedy usłyszałem jak drzwi otwierają się na oścież i uderzają o ścianę. Odwróciłem głowę i zobaczyłem zdenerwowanego Patryka. Widać było, że się spieszył, jego włosy sterczały we wszystkie strony, a dresy krzywo leżały na biodrach, czarna koszulka była pogięta i brudna.
- Dominika? Co jej jest? Wiktor kurwa coś ty jej zrobił?! - chłopak krzyczał i machał rękoma na wszystkie strony.
- Wyluzuj, trzeba ją zabrać do szpitala a ja nie jestem w stanie prowadzić. - odparłem.
- No, nie dziwię się. W końcu Twoje auto wygląda jakby przejechał po nim walec.
- Cooo?! - wybiegłem przed dom i spojrzałem na moje cudeńko, przednia szyba była wybita, a dach wgnieciony tak, że dotykał oparcia siedzeń. Patrzyłem bezradnie na mój skarb i zastanawiałem kto mógł to zrobić, nie miałem pojęcia, ale jednego byłem pewien. Ten kto to zrobił, skrzywdził moją siostrę.  Zobaczyłem jak Patryk wynosi Dominikę i układa ją na tylnym siedzeniu, a sam siada za kierownicą.
- Jedziesz?
- Tak, tak, ja tylko, ugh znajdę i zabiję. - warknąłem siadając na miejscu pasażera. Pół drogi do szpitala przejechaliśmy w ciszy, niestety w końcu musiało paść to pytanie.
- Więc... co się stało, czemu Twoje auto nadaję się tylko na złom, a siostra ledwo żyje?
- Szczerze? - spytałem, a chłopak kiwnął głową patrząc na jezdnie. - Nie mam bladego pojęcia.
Patryk zaparkował pod szpitalem i wziął dziewczynę na ręce. Skierowaliśmy się w stronę recepcji i wytłumaczyliśmy co się stało, tzn. Patryk był u mnie kiedy usłyszeliśmy trzask, wyszliśmy przed dom i znaleźliśmy Dominikę.
*Patryk Pov*
Siedzieliśmy na korytarzu już piątą godzinę. Obydwaj przysnęliśmy już na zielonych, plastikowych  i niewygodnych krzesełkach tylko po to aby po godzinie obudzić z okropnym bólem kręgosłupa. Wiktor poszedł po kawy aby jakoś przeżyć ten dzień do końca, ja natomiast w dalszym ciągu czekałem na lekarza. Zamknąłem oczy i oparłem głowę o ścianę mając nadzieję, że czas zacznie mijać choć trochę szybciej.
- Ekhem, przepraszam. - usłyszałem czyjś głos nad głową. Otworzyłem oczy i zobaczyłem zmartwioną twarz lekarza, miał na sobie biały kitel i kapcie z dziurkami.
- Ja... - spojrzałem zawstydzony i wstałem aby zrównać się z nim. - Co się stało? Wiadomo co jest z Dominiką?
- Stan pani Dominiki jest bardzo dobry jedynym problemem jest jej temperatura oraz fakt, że ciągle śpi.
- Temperatura? - podniosłem brwi zdziwiony.
- Tak, ona skacze, raz jest strasznie niska, a potem rośnie. Nie wiemy dlaczego tak jest, pana dziewczyna jest w czymś w rodzaju śpiączki, niestety nie jest to śpiączka anafilaktyczna. Na szczęście stan pacjentki jest bardzo dobry, jedyne co możemy zrobić to czekać aż dziewczyna się obudzi.
- Dziękuje panu bardzo, czy mogę ją odwiedzić? - spytałem patrząc lekarzowi prosto w oczy.
- Tak, oczywiście zaprowadzę pana.
Poszedłem za doktorem w stronę przeszklonych drzwi, gdy tylko je odsunąłem moim oczom ukazała się blada postać przykryta po samą szyję białą kołdrą. Spod metalowego łóżka wyciągnąłem mały, biały taborecik i usiadłem na nim przysuwając się do Dominiki.
- Jezu dziewczyno, gdybym tylko wiedział co Ci jest, gdybym tylko mógł jakoś Ci pomóc. Jesteś moją księżniczką, kocham Cię kurwa tak bardzo Cię kocham.
*Wiktor Pov*
Poszedłem po kawę żeby jakoś przeżyć jeszcze parę godzin. Kiedy wróciłem na korytarz Patryka nie było, skierowałem się więc w stronę pomieszczeń dla chorych, idąc holem zobaczyłem chłopaka siedzącego przy jednym z łóżek. Już chciałem wejść do sali kiedy usłyszałem co mówi. Stanąłem w drzwiach i patrzyłem na nich z uśmiechem.
- ...Kocham Cię, kurwa tak bardzo....
Wszedłem do pokoju i oparłem się o ramę łóżka patrzyłem na Patryka z uśmiechem od ucha do ucha.
- Jesteś naprawdę przesłodki. Wiedzą już co jej jest?
- Coś na wzór śpiączki ale dokładnie nie mają pojęcia dlaczego jej temperatura tak bardzo się waha.
- I pewnie się nie dowiedzą... - mruknąłem pod nosem. Patryk podniósł wysoko brwi i spojrzał na mnie pytająco. - Nie ważne, jeżeli nic o tym nie wiesz to trudno, sama Ci powie jeżeli będzie chciała.
- A skąd wiesz, że nie wiem o tym o czym mówisz?
- Bo gdybyś wiedział zachowywałbyś się zupełnie inaczej. - Patryk uśmiechnął się szeroko, a ja spojrzałem na łóżko i zobaczyłem jak oczy mojej siostry delikatnie się otwierają, niestety od razu sie zamknęły. - Widziałeś?! Ona się chyba budzi!

___________________________________________

Długo czekaliście no ale cóż zero komentarzy nie motywuje :(
Więc jeśli czytasz to komentuj....

Kisiel