niedziela, 24 stycznia 2016

4.Pain

*Pov Patryk*
-Umm... hej Doma! - powiedział Marek i usiadł na brzegu mojego łóżka - Co tam? - zasłoniłem ją swoim ciałem i zapiąłem spodnie, które dziewczyna rozpięła mi parę minut wcześniej, sięgnąłem po koszulkę i podałem ją czerwonowłosej.
- Chyba nie zauważyłeś, że jesteśmy zajęci?! Wyjdź stąd! - krzyknąłem, chłopak spojrzał na mnie ze zdziwieniem jakby nie wiedział co złego zrobił. Wstałem i wypchnąłem go z pokoju siłą, będzie miał potem pretensje, jestem tego pewien ale w końcu to jego wina.
Wróciłem do pokoju i oparłem się o futrynę drzwi szukając wzrokiem Dominiki, zawołałem ja po imieniu, niestety nie usłyszałem odpowiedzi. Puknąłem w ciemne drzwi łazienki ale tam też jej nie było, spojrzałem w okno i zobaczyłem obłoczek szarego dymu, zajrzałem na stolik przy łóżku i upewniłem się gdzie jest brązowooka i co robi. Moje papierosy zniknęły. Obiecała mi, że nie będzie palić; obiecała to sobie. Wyszedłem zły przez oszklone drzwi na balkon i odszukałem jej wzrokiem, stała tam w za dużej koszulce i z rozwiązanym szlafrokiem. Tkwiła oparta o barierkę i patrzyła w dół, a po jej czerwonej twarzy spływały pojedyncze łzy, od czasu do czasu brała fajkę do ust aby po chwili wypuścić szary obłok dymu. Podszedłem do niej po cichu i przytuliłem rękoma obejmując jej talię i całując w czubek głowy, jej reakcja mnie zaskoczyła. Dominika odwróciła się, położyła swoje małe rączki na mojej nagiej klacie i odepchnęła mnie z całych sił.
- Zostaw! Zostaw mnie! Nie chce Cię znać! - krzyczała - Nic do Ciebie nie czuje, rozumiesz?! Nie chce Cię już nigdy widzieć! - to co powiedziała zabolało tak bardzo jakby ktoś wbijał mi w serce nóż, zawsze była dla mnie kimś ważnym, była jak młodsza siostra którą się opiekowałem i tak mogło zostać, a ja głupi się w niej zakochałem.
Z całej siły uderzyłem w ścianę i kontem oka zobaczyłem strach malujący się na twarzy dziewczyny i to jak się odsuwa. Zakląłem i poczułem jak w kącikach oczu zbierają się łzy. Kocham ją kurwa! Kogo ja chciałem oszukać?! Od dawna ją kocham ale nie chce się do tego przyznać. Jaką ja jestem pizdą. Odwróciłem się z zamiarem wyjścia; byłem pewien, że dziewczyna uciekła. Ona jednak tam stała, przyciśnięta do ściany, dygotała z przerażenia i patrzyła na mnie, na moje ręce które zaciśnięte były w pięści tak mocno, że aż zbielały mi kłykcie, miała spuszczoną głowę, a jej szczęka drżała, słyszałem jak te piękne, białe i proste ząbki stukały o siebie, słyszałem szloch który mnie sparaliżował. Patrzyłem na obraz rozpaczy i strachu nie mogąc się ruszyć, po jakimś czasie wszystko zaczęło powoli do mnie docierać, skrzywdziłem ją, złamałem się, a moja jedyna przyjaciółka, jedyna miłość właśnie chce uciec i mnie znienawidzić. Podniosłem nogę aby postawić kolejny krok i wyciągnąłem rękę w stronę zapłakanej księżniczki. Zaskomlała i podniosła ręce osłaniając twarz. Ta reakcja podziałała na mnie jak podmuch lodowatego wiatru. CO JA ZROBIŁEM?! Upadłem na kolana i spojrzałem na nią błagalnym wzrokiem, po policzkach spłynęły mi gorące łzy aby po chwili skapnąć na beton. Schowałem twarz w dłoniach i rozpłakałem się jak dziecko.
- Przepraszam. Dominika, ja, ja tak bardzo Cię przepraszam. Jesteś dla mnie wszystkim. Wiem, że teraz mnie znienawidzisz ale błagam chociaż spróbuj mnie zrozumieć. Ja tak bardzo... - pewnie mówiłbym jeszcze długo ale poczułem jej malutką rękę na swoich plecach, a po chwili poczułem jak przytula się do moich pleców i wślizguje miedzy moje ręce. Objąłem ją i choć nadal płakałem to poczułem się o niebo lepiej. Czas przestał płynąć, wszystko się zatrzymało, tak jakby ktoś wyłączył czwarty wymiar, teraz liczyła się tylko ona, tylko ta chwila. Nie wiem ile siedzieliśmy do siebie przytuleni ale wtedy czułem, że wszystko znów jest dobre, bałem się, że jeśli ruszę się choć o milimetr to wszystko zniknie, pęknie jak bańka mydlana. Podniosłem się dopiero kiedy lodowaty wiatr zaczął mi doskwierać i pomyślałem, że dziewczyna musi zamarzać. Poczułem jak bardziej się we mnie wtula, więc strąciłem z jej pięknej buźki czerwone loczki i zobaczyłem zamknięte oczka i lekko otwarte usta. Spała.
Wstałem najdelikatniej jak umiałem i nogą pchnąłem drzwi, po cichu wszedłem do pokoju i powoli położyłem ją na łóżku. Miękkim ruchem zdjąłem jej granatowy szlafrok i odłożyłem go na krzesło, przykryłem ją bordową kołdrą i pocałowałem w czoło, nie mogłem oderwać od niej wzroku, była taka piękna, taka delikatna. Wstałem niechętnie i skierowałem się do łazienki w celu wzięcia kąpieli, po drodze złapałem świeże bokserki. Wszedłem pod prysznic i odkręciłem wodę, poczułem jak gorące strumienie rozluźniają mi mięśnie. Namydliłem ciało po czym szybko je spłukałem i wyskoczyłem na mięciutki dywan, zimne powietrze drażniło moją skórę, umyłem zęby i ubrałem się. Najciszej jak potrafiłem otworzyłem drzwi łazienki i skierowałem się w stronę łóżka, wszedłem pod kołdrę i poczułem ciepłe ciało mojej księżniczki, przytuliłem się do jej pleców i pocałowałem w czubek głowy.
- Kocham Cię - wyszeptałem...

*Pov Dominika*

Jesteśmy TYLKO przyjaciółmi, zawsze nimi byliśmy, odkąd tylko pamiętam potrafiliśmy się dogadać. A teraz? Dlaczego On to wszystko zepsuł? Zależy mi na nim ale to tylko przyjaciel, bratnia dusza. Nie, nic nie mogę do Niego czuć, po prostu nie mogę. Dlaczego On coś czuje? Wszystko zniszczył, ale mimo to nie mogę patrzeć jak płacze, jak cierpi. Może to nie On zrujnował to co było między nami? Może to ja nie potrafię się przyznać, że Go kocham? Nie, przecież między nami nic nie ma. NIC. Powinnam jak najszybciej stąd uciec. Zniknąć i dalej Go nie krzywdzić, ale nie mogę. Nie potrafię bo kiedy o Nim myślę jedyne czego chcę to wtulić się w jego umięśniony tors i znów poczuć bezpiecznie. Tak po prostu z nim być...

_____________________________

Przepraszam, że tak długo!
Zaraz zabieram się za kolejny i mam nadzieję, że do jutra go napisze...
Podoba wam się?

Kisiel

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz