*Dominika Pov*
- Kocham Cię, kocham Cię Dominika. - wyszeptał Patryk wpatrując się w moje oczy, niebieskie tęczówki obserwowały brązowe. Podczas kiedy on czekał na moją reakcję ja dogłębnie eksplorowałam moje serce. Z jednej strony chciałam mu odpowiedzieć tym samym, z drugiej jednak nie byłam pewna swoich uczuć. Wiedziałam, że nie będę mogła mu powiedzieć kim, a raczej czym jestem, kiedyś obiecałam sobie nie wiązać się z nikim z tego właśnie powodu. Bałam się, że to nie jest prawdziwe, może to tylko potrzeba bycia blisko kogoś, może to zwykły brak poczucia bezpieczeństwa? Nie chciałam go skrzywdzić ale musiałam się upewnić w tym co czuję.
Uśmiechnęłam się lekko i przytuliłam do chłopaka któremu widocznie ulżyło. Miałeś być tylko przyjacielem! krzyczała moja podświadomość. Cóż... zdarza się. Wtedy mnie olśniło. Wcześniej byłam pewna, że blondyn jest dla mnie kimś więcej niż tylko przyjacielem. Co to zmieniło? Skąd te wątpliwości? Odpowiedź była krótka i wyjątkowo treściwa. Hubert. To on zawrócił mi w głowie. Czemu? Był taki sam jak ja, nerwowy, chamski, opryskliwy, lubił metal i Melanie Martinez*, smakował mu burbon, byliśmy jak dwie krople wody. Mimo wszystko nie mogłam stawiać pochopnych wniosków, wiedziałam o tym.
Powoli wstałam i skierowałam się do łazienki aby wziąć coś do oczyszczenia ran Patryka. Zamykając drzwi do pokoju zerknęłam na niego ostatni raz. Spał jak zabity; cokolwiek tam się stało musiało go kompletni wykończyć. Otworzyłam dębowe drzwi i otworzyłam szafkę z lekami, wyciągnęłam z niej waciki i wodę utlenioną. Sięgnęłam jeszcze po niebieską, plastikową miseczkę po czym odwróciłam się w stronę holu chcąc wyjść.
Niestety jak zwykle coś musiało mi w tym przeszkodzić. Stałam przed niskim czarnowłosym chłopakiem którego rozbiegane oczy obrazowały w jakim był stanie. Stojąc przy nim czułam zapach wódki, wymiocin, potu i czegoś jeszcze; przez chwilę nie rozumiałam co to jest ale w końcu udało mi się zidentyfikować tę woń. Ten ostry i nieprzyjemny odór kojarzył mi się tylko z jednym. Amfa.
- Odsuń się. - warknęłam chcąc przejść. Miałam zamiar porozmawiać z Wiktorem na temat tego co dzieje się w naszym domu.
- Bo? - blondyn patrzył na mnie jak na ufo. Otwierał i zamykał buzię jakby chciał coś jeszcze dodać ale nie wiedział co. Położyłam dłoń na jego barku i popchnęłam chłopaka. On jednak nawet się nie poruszył, opuszkami palców poczułam jak napina mięśnie i już po chwili stałam oparta o ścianę.
- Posłuchaj dziewczynko. Nigdy tak nie rób jak z tobą rozmawiam, dziwko. - ostanie słowo wypluł wielką odrazą.
- To ty posłuchaj chłopczyku. Nigdy mnie nie obrażaj bo zrobi się naprawdę nie przyjemnie, nigdy mnie nie dotykaj, a co najważniejsze, nigdy nie próbuj zdenerwować mojego brata. - wysyczałam patrząc mu prosto w przekrwione oczy. Na szczęście nie musiałam długo czekać bo już po paru sekundach zobaczyłam jak rudowłosy, który jeszcze przed chwilą stał za moim napastnikiem, odwraca go do siebie i rozciąga wargi w kpiącym półuśmiechu.
- Oj Mikołaj nagrabiłeś sobie. - powiedział lekko po czym z całej siły uderzył blondyna z pięści w twarz. Chłopak upadł i złapał się za policzek.
- Umm Wiktor nie sądzisz, że powinieneś uważać? No wiesz... masz wilczą siłę, mogłeś mu coś zrobić. - wyszeptałam zielonookiemu do ucha. Ten złapał mnie za ramiona i postawił przed sobą starając się utrzymać kontakt wzrokowy, niestety był zbyt pijany.
- Ja... Dominika nikt nie będzie Cię krzywdził. Chcę żebyś była szczęśliwa. Wtedy, w szpitalu uświadomiłaś mi jak bardzo jest Ci ciężko. Kocham Cię siostrzyczko i mam zamiar wspierać młodsze rodzeństwo którym jesteś za wszelką cenę. - Wtuliłam się w ledwo stojącego rudowłosego mężczyznę uświadamiając sobie kim tak naprawdę dla mnie jest.
Wiktor, od kąt pamiętam, niski, chudy, piegowaty, słaby psychicznie i skrzywdzony przez doczesność chłopczyk. Teraz, teraz był kimś zupełnie innym, wysoki, umięśniony, posypany odrobiną piegów, złocistorudy ze świecącymi oczyma których kolor był identyczny jak butelkowa zieleń. Przystojny, psychicznie nie do zniszczenia i idący przez życie ze środkowym palcem uniesionym wysoko w górze. Mój brat, to za nim biegają dziewczyny, to on potrafi oczarować każdą, ale ja wiedziałam co jest w nim, w środku. Wewnątrz, przerażony, nie mogący znaleźć miejsca na świecie i pragnący jedynie uciec.
Wyswobodziłam się z jego objęć i poszłam do swojego pokoju. Otworzyłam po cichu drzwi, a kiedy spojrzałam na miejsce w którym zostawiłam Patryka zaczęłam chichotać. Po chwili śmiech przerodził się w rechot, trzymałam się za brzuch i pozwalałam łzą płynąć. Co zobaczyłam? Blondyn leżał na łóżku tylko w połowie, jego nogi oparte były o szafę i tylko dlatego nie spadł. Jego ciało od głowy do lędźwi spoczywało na ziemi, na twarzy miał moją bluzę i cicho pochrapywał. Od mojego śmiechu obudził się i zleciał z kanapy co wyglądało przezabawnie.
- Usiądź tam z powrotem, mam wszystko! Będę Twoją pielęgniarką! - krzyknęłam roześmiana.
- Już, już... tylko tak nie krzycz... - mruknął wyraźnie zmęczony.
Złapałam chłopaka za brodę i zaczęłam obmywać twarz mokrym ręcznikiem, następnie ją wytarłam i dokładnie wyczyściłam wodą utlenioną, zgrabnie omijałam ranki, na sam koniec nakleiłam dwa plastry na twarz niebieskookiego.
- Jesteś głupia. - powiedział uśmiechając się do lustra.
- Wiem! Teraz po Twojej głowie biegają małe słonie!
- Nie, to tylko plastry...
- Cicho! Nie słuchajcie go, bredzi głupoty, musiał o coś uderzyć głową. - mruknęłam stanowczo w stronę opatrunków.
Po dwóch godzinach domówka się skończyła i wszyscy poszli do domów. Razem z chłopakami trochę sprzątnęliśmy aby rano tego nie robić, zanosiło się na niezłego kaca. Patryk rozłożył moją kanapę i poszedł wziąć prysznic; ja w tym czasie zrobiłam nam po herbacie i wzięłam szybki prysznic. Założyłam krótką koszulę nocną z łapkami pandy na piersiach i położyłam się do łóżka popijając gorący napój. Zerknęłam na zegarek i zamarłam, 4:24. Kiedy wykąpany już blondyn wszedł pod kołdrę oparłam głowę o jego klatkę piersiową układając się wygodnie. Leżąc rozmyślałam o nowo poznanych chłopakach, nie trwało to jednak długo gdyż prawie od razu usnęłam.
______________________________________
Melanie Martinez - piosenkarka
No postarałam się dodać jak najszybciej więc nie bijcie, za długość.
W środę jadę na wycieczkę więc kolejny wrzucę najszybciej w poniedziałek.
Buziaki,
Kisiel
poniedziałek, 7 marca 2016
niedziela, 6 marca 2016
10.Drinks
*Dominika Pov*
Stanęłam w rogu pokoju aby przyjrzeć się efektowi mojej pracy, wszystko prezentowało się wręcz idealnie, tak jak chciałam. Pod oknem stał dębowy bar z różnymi alkoholami, obok niego ustawiłam zieloną kanapę i dwa głębokie fotele tego samego koloru; środek pomieszczenia był pusty, miał on służyć jako parkiet. Usiadłam na jednym z sześciu krzeseł umieszczonych na około stołu, w rogu pokoju. Uśmiechnęłam się pod nosem, przesunięcie tych wszystkich rzeczy było ciężkie i zajęło mi sporo czasu ale wyrobiłam się i mogłam teraz odetchnąć. Wzięłam jedną ze szklanek i nalałam do niej burbon, oparłam się o framugę drzwi świadoma, że zaraz mają się zjawić goście, nie musiałam czekać długo. Po niecałych pięciu minutach usłyszałam jak drzwi się otwierają oraz perlisty śmiech mojej przyjaciółki, Liv stała w przedpokoju z dwoma butelkami Whisky, przyjrzałam się im dokładniej i rozpoznałam, iż jedną z nich był Jack Daniel's, druga natomiast reprezentowała Glenfiddich. Podnosząc wzrok z nad trunku ujrzałam dwóch mężczyzn, mieli około dwudziestu lat i byli do siebie bardzo podobni. Twarze obydwóch okalały burze ciemnych loków, a ich oczy kolorem przypominały wzburzony ocean, jasna cera idealnie kontrastowała z włosami. Byli przystojni, mogę się pokusić o stwierdzenie, że nawet cholernie przystojni, ich uśmiechy mogłyby powalić na kolana nie jedną dziewczynę. Łypnęłam niezadowolona na przyjaciółkę, ona jednak wzruszyła ramionami i pocałowała mnie w policzek.
- Hej Mika, to jest Marcel, a to... - wskazała na nieco wyższego chłopaka. - To jest Hubert. Tydzień temu wprowadzili się obok mnie więc postanowiłam wkręcić ich w nasze towarzystwo. - zlustrowałam dziewczynę i o mało co nie uderzyłam dłonią w czoło, nie chciałam być przecież niemiła. Liv pochodziła z Finlandii przez co miała zabawny akcent ale mimo wszystko uwielbiałam ją. Zazdrościłam jej długich i idealnie prostych blond włosów, błękitnych oczu i lekko zadartego noska. Ja byłam jej przeciwieństwem, czerwone loczki sięgające do ramion, ciemne oczy i mocno zarysowane kości policzkowe, Patryk mówił, że mam zadarty nosek ale nie wierzyłam mu.
- Hej, rozgośćcie się. - powiedziałam z uśmiechem wskazując gościom drogę do salonu. Liv od razu skierowała się w stronę barku, tuż za nią poszedł Marcel. Hubert jednak został ze mną i uporczywie wpatrywał się w szklankę którą trzymałam w ręce.
- Co sączysz? - spytał zdejmując kurtkę, odwiesił ją na haczyk i odłożył buty na półeczkę.
- Jim Beam!
- Ooo i to mi się podoba. - na twarz chłopaka wypełzł uśmiech, a w jego policzkach ujrzałam dwa, śliczne dołeczki. Kiedy Hubert opuścił przedpokój zamknęłam za nim drzwi i ruszyłam w stronę baru przy którym moja przyjaciółka kłóciła się z Marcelem o to czy Cosmopolitan jest lepszy od Manhattan'u.
- Wiecie o tym, że burbon i tak jest najlepszy? - spojrzałam na nich z udawaną powagą.
- Ble.
- Fuj, naprawdę pijesz burbon? - chłopak patrzył na mnie z niedowierzaniem. - Jezu, kolejny Hubert.
W taki sposób wdałam się w dziwną dyskusję którą przerywałam jedynie wpuszczaniem nowych gości i witaniem się z nimi. Dowiedziałam się, że Marcel ma 19 lat, Hubert natomiast - 22. Przeprowadzili się ponieważ starszy z braci znalazł tutaj pracę, zmuszeni więc byli opuścić swój stary dom i przenieść się tutaj.
Po niecałych dwóch godzinach salon był pełen pijanych ludzi, jedni tańczyli, inni natomiast stali przy barku.
Chwilę przed północą usłyszałam głośny trzask drzwi i jeszcze głośniejszy krzyk.
- Doominika! Cooo to ma znaczyć?! - stałam przed wysokimi mężczyznami którzy zataczali się ledwo stojąc. Zmierzyłam wzrokiem obu, pierwszy, patrzył na mnie jakbym co najmniej wypchnęła go przez okno, drugi natomiast usiadł, złapał się za głowę i zaczął zdejmować buty.
- Tylko wasza dwójka mogła w takim stanie wrócić do domu. - mruknęłam wskazując na nich po kolei palcem. Rudowłosy zdjął już kurtkę pod którą zobaczyłam rozpiętą, czarną koszulę, zdobiły ją liczne plamy krwi. Podniosłam pytająco brew ale on tylko warknął coś na temat moje wtrącania się w nie swoje sprawy i skierował w stronę barku. Cudnie. Usłyszałam jak Liv głośno wypuszcza powietrze więc odwróciłam się do niej. Otworzyłam szeroko oczy kiedy zorientowałam się o co chodziło dziewczynie. Przede mną stał Patryk, jego twarz była pełna różnokolorowych siniaków, z rozciętej wargi wciąż kapała krew, a kołnierzyk szarej koszuli był w połowie oderwany.
- Przepraszam. - mruknął blondyn, odsunął moja przyjaciółkę i chciał iść dalej, na co oczywiście mu nie pozwoliłam. Stanęłam w drzwiach i złapałam za ramię wbijając w nie paznokcie.
- Słucham. - bardziej oświadczyłam niż zapytałam, nie miałam najmniejszego zamiaru być dla niego miła. Odwróciłam się na pięcie i zaczęłam ciągnąć chłopaka do swojego pokoju. Przechodząc obok tańczącego Huberta uśmiechnęłam się promiennie dając mu do zrozumienia, że wszystko jest okej. W ciszy usiedliśmy na brązowej kanapie opierając nogi o pufę która stała naprzeciw.
- Nawet nie prób.. - zaczęłam ale nie dane mi było skończyć, Patryk wpił się w moje usta i objął jedną ręką w talii, drugą gładził moje czerwone loczki. Po chwili pocałunek z niewinnego przerodził się w zachłanny, natarczywy i pełen różnych uczuć, chciałam aby ta chwila trwała wiecznie. Pewnie gdybyśmy nie musieli oddychać tak właśnie by było, blondyn oderwał się ode mnie delikatnie i oparł swoje czoło o moje, ciszę między nami przerywały jedynie nasze oddechy i muzyka która zdawała się przypływać gdzieś z oddali.
*Patryk Pov*
Wszedłem z Wiktorem do baru w którym muzyka była nieznośnie głośna, usiedliśmy przy barze przyglądając się pijanym ludziom. Uroczo.
- Whisky z lodem razy dwa. - rzucił rudowłosy. Chwilę później w dłoni trzymałem pustą już szklankę i wymieniałem się z chłopakiem spostrzeżeniami na temat ostatnich dni. Zastanawiałem się czy powinienem tu teraz być, Dominika pewnie siedzi teraz sama w domu, miałem nadzieję, że znajdzie sobie jakieś zajęcie. Poczułem jak ktoś kładzie mi rękę na ramieniu, zdenerwowany przerwaniem mi w rozmyśleniach odwróciłem głowę. I kogo tam zobaczyłem? Przede mną stał nie kto inny jak Monika, mała szmata która skrzywdziła moją przyjaciółkę i której naprawdę nie cierpiałem. Zmierzyłem ją pytającym spojrzeniem popijając przy tym kolejną porcję trunku, dziewczyna miała na sobie prześwitujące leginsy i pomarańczową koszulkę z dużym dekoltem, przemknęło mi przez głowę co ona właściwie chce pokazać ale postanowiłem nie tracić mojego cennego czasu na tak głupie pytania. Miałem nadzieję, że jeżeli nie okaże jej zainteresowania to odejdzie, myliłem się.
- Hej kochanie! - zaszczebiotała siadając obok mnie, zerknąłem na Wiktora który z zaciekawieniem oglądał zaistniałą sytuację. - Gdzie masz tą swoją dziwkę? Hmm... a może w końcu zacząłeś myśleć i ją zostawiłeś? Chodź zatańczymy i wszystko mi opowiesz!
- Wyobraź sobie perełko, że nie mam Ci czego opowiadać, między mną a Dominiką jest coraz lepiej. Dobrze Ci radzę nigdy więcej tak o niej nie mów bo ta Twoja piękna twarzyczka spotka się z parkietem. Idź stąd. - wycedziłem na jednym wdechu podkreślając ostatnie dwa słowa. Niestety do jej pustej głowy nic nie docierało, zamówiłem więc kolejną szklankę Whisky i zacząłem rozmawiać z kompanem. Poczułem jak Monika łapie mnie za szczękę i obraca w swoją stronę, po chwili zaczęła mnie całować. Tego już było za wiele. Odepchnąłem ją i zbeształem, cała sytuacja nie uszła uwadze dwóm gorylom blondyny, poczułem jak odciągają mnie od baru, a potem zobaczyłem tylko niewyraźne mignięcie pięści jednego z nich. Uderzenie odrzuciło moją głowę do tyłu jednak nie miałem zamiaru dać za wygraną.
- Bronicie tej idiotki? - zaśmiałem się unikając kolejnego ciosu - Cóż... albo daje wam dupy albo sporo płaci. - warknąłem patrząc postawnemu chłopakowi prosto w oczy, następne uderzenie należało do mnie. Wycelowałem prawym sierpowym w twarz jednego z tych półgłówków i podciąłem mu nogi, po chwili siedziałem na nim okrakiem i okładałem go pięściami po całej mordzie. Nagle ktoś ściągnął mnie z chłopaka i jednym pchnięciem powalił, teraz waliłem na oślep. Usłyszałem przepełniony złością krzyk Wiktora i po chwili goryle leżeli pięć metrów dalej. Czyli lepiej z nim nie zadzierać, jest silny. Rudy podniósł mnie za kołnierzyk koszulki który momentalnie się rozerwał, wzruszył tylko ramionami i wyszedł ciągnąc mnie za sobą.
- Nie chce wiedzieć. Ta Monika zarywa do wszystkiego co się rusza, po co z nią do cholery gadałeś?! - warknął wściekły.
- Mówiłeś, że nie chcesz wiedzieć.
- Racja.
Resztę drogi do posiadłości chłopaka przeszliśmy w ciszy, widziałem jak Wiktor łypie wzrokiem na wszystkie strony. Przełknąłem głośno ślinę przechodząc przez próg domu, zielonooki nie chciał mi pomóc w tłumaczeniu się, był cholernie pijany, zirytowany i zdezorientowaniem głośną muzyką dochodzącą z jego mieszkania.
- Doominika! Cooo to ma znaczyć?! - krzyknął opierając się o ścianę, obydwaj byliśmy mocno wstawieni i nie chcieliśmy rozmawiać z dziewczyną, mimo to chłopak ją zawołał, cudnie.
Kiedy tylko czerwonowłosa wpadła do przedpokoju usiadłem na pufie i schowałem twarz w dłoniach, zacząłem powoli rozwiązywać buty, a następnie zdjąłem kurtkę. Kiedy podniosłem głowę zobaczyłem przed sobą bladą twarz mojej księżniczki, jej oczy były szeroko otwarte, usta natomiast rozchylone w niemym pytaniu.
- Przepraszam. - mruknąłem przerażony i skierowałem się w stronę salonu, jednak brązowooka stanęła mi na drodze i już po chwili siedzieliśmy u niej w pokoju. Naprawdę chciałem z nią porozmawiać ale kiedy zobaczyłem te czerwone, pełne usta i nie byłem w stanie się powstrzymać. Dziewczyna coś mówiła, mimo to wpiłem się w jej wargi i już po chwili czułem jak wszystko co tak bardzo mnie męczyło znika jak za machnięciem niewidzialnej różdżki.
Oparłem swoje czoło o jej i dysząc, najdelikatniej jak potrafiłem dotknąłem jej policzka.
- Kocham Cię, kocham Cię Dominika. - wyszeptałem.
____________________________________________
Mam nadzieję, że się wam spodoba!
Kisiel
Stanęłam w rogu pokoju aby przyjrzeć się efektowi mojej pracy, wszystko prezentowało się wręcz idealnie, tak jak chciałam. Pod oknem stał dębowy bar z różnymi alkoholami, obok niego ustawiłam zieloną kanapę i dwa głębokie fotele tego samego koloru; środek pomieszczenia był pusty, miał on służyć jako parkiet. Usiadłam na jednym z sześciu krzeseł umieszczonych na około stołu, w rogu pokoju. Uśmiechnęłam się pod nosem, przesunięcie tych wszystkich rzeczy było ciężkie i zajęło mi sporo czasu ale wyrobiłam się i mogłam teraz odetchnąć. Wzięłam jedną ze szklanek i nalałam do niej burbon, oparłam się o framugę drzwi świadoma, że zaraz mają się zjawić goście, nie musiałam czekać długo. Po niecałych pięciu minutach usłyszałam jak drzwi się otwierają oraz perlisty śmiech mojej przyjaciółki, Liv stała w przedpokoju z dwoma butelkami Whisky, przyjrzałam się im dokładniej i rozpoznałam, iż jedną z nich był Jack Daniel's, druga natomiast reprezentowała Glenfiddich. Podnosząc wzrok z nad trunku ujrzałam dwóch mężczyzn, mieli około dwudziestu lat i byli do siebie bardzo podobni. Twarze obydwóch okalały burze ciemnych loków, a ich oczy kolorem przypominały wzburzony ocean, jasna cera idealnie kontrastowała z włosami. Byli przystojni, mogę się pokusić o stwierdzenie, że nawet cholernie przystojni, ich uśmiechy mogłyby powalić na kolana nie jedną dziewczynę. Łypnęłam niezadowolona na przyjaciółkę, ona jednak wzruszyła ramionami i pocałowała mnie w policzek.
- Hej Mika, to jest Marcel, a to... - wskazała na nieco wyższego chłopaka. - To jest Hubert. Tydzień temu wprowadzili się obok mnie więc postanowiłam wkręcić ich w nasze towarzystwo. - zlustrowałam dziewczynę i o mało co nie uderzyłam dłonią w czoło, nie chciałam być przecież niemiła. Liv pochodziła z Finlandii przez co miała zabawny akcent ale mimo wszystko uwielbiałam ją. Zazdrościłam jej długich i idealnie prostych blond włosów, błękitnych oczu i lekko zadartego noska. Ja byłam jej przeciwieństwem, czerwone loczki sięgające do ramion, ciemne oczy i mocno zarysowane kości policzkowe, Patryk mówił, że mam zadarty nosek ale nie wierzyłam mu.
- Hej, rozgośćcie się. - powiedziałam z uśmiechem wskazując gościom drogę do salonu. Liv od razu skierowała się w stronę barku, tuż za nią poszedł Marcel. Hubert jednak został ze mną i uporczywie wpatrywał się w szklankę którą trzymałam w ręce.
- Co sączysz? - spytał zdejmując kurtkę, odwiesił ją na haczyk i odłożył buty na półeczkę.
- Jim Beam!
- Ooo i to mi się podoba. - na twarz chłopaka wypełzł uśmiech, a w jego policzkach ujrzałam dwa, śliczne dołeczki. Kiedy Hubert opuścił przedpokój zamknęłam za nim drzwi i ruszyłam w stronę baru przy którym moja przyjaciółka kłóciła się z Marcelem o to czy Cosmopolitan jest lepszy od Manhattan'u.
- Wiecie o tym, że burbon i tak jest najlepszy? - spojrzałam na nich z udawaną powagą.
- Ble.
- Fuj, naprawdę pijesz burbon? - chłopak patrzył na mnie z niedowierzaniem. - Jezu, kolejny Hubert.
W taki sposób wdałam się w dziwną dyskusję którą przerywałam jedynie wpuszczaniem nowych gości i witaniem się z nimi. Dowiedziałam się, że Marcel ma 19 lat, Hubert natomiast - 22. Przeprowadzili się ponieważ starszy z braci znalazł tutaj pracę, zmuszeni więc byli opuścić swój stary dom i przenieść się tutaj.
Po niecałych dwóch godzinach salon był pełen pijanych ludzi, jedni tańczyli, inni natomiast stali przy barku.
Chwilę przed północą usłyszałam głośny trzask drzwi i jeszcze głośniejszy krzyk.
- Doominika! Cooo to ma znaczyć?! - stałam przed wysokimi mężczyznami którzy zataczali się ledwo stojąc. Zmierzyłam wzrokiem obu, pierwszy, patrzył na mnie jakbym co najmniej wypchnęła go przez okno, drugi natomiast usiadł, złapał się za głowę i zaczął zdejmować buty.
- Tylko wasza dwójka mogła w takim stanie wrócić do domu. - mruknęłam wskazując na nich po kolei palcem. Rudowłosy zdjął już kurtkę pod którą zobaczyłam rozpiętą, czarną koszulę, zdobiły ją liczne plamy krwi. Podniosłam pytająco brew ale on tylko warknął coś na temat moje wtrącania się w nie swoje sprawy i skierował w stronę barku. Cudnie. Usłyszałam jak Liv głośno wypuszcza powietrze więc odwróciłam się do niej. Otworzyłam szeroko oczy kiedy zorientowałam się o co chodziło dziewczynie. Przede mną stał Patryk, jego twarz była pełna różnokolorowych siniaków, z rozciętej wargi wciąż kapała krew, a kołnierzyk szarej koszuli był w połowie oderwany.
- Przepraszam. - mruknął blondyn, odsunął moja przyjaciółkę i chciał iść dalej, na co oczywiście mu nie pozwoliłam. Stanęłam w drzwiach i złapałam za ramię wbijając w nie paznokcie.
- Słucham. - bardziej oświadczyłam niż zapytałam, nie miałam najmniejszego zamiaru być dla niego miła. Odwróciłam się na pięcie i zaczęłam ciągnąć chłopaka do swojego pokoju. Przechodząc obok tańczącego Huberta uśmiechnęłam się promiennie dając mu do zrozumienia, że wszystko jest okej. W ciszy usiedliśmy na brązowej kanapie opierając nogi o pufę która stała naprzeciw.
- Nawet nie prób.. - zaczęłam ale nie dane mi było skończyć, Patryk wpił się w moje usta i objął jedną ręką w talii, drugą gładził moje czerwone loczki. Po chwili pocałunek z niewinnego przerodził się w zachłanny, natarczywy i pełen różnych uczuć, chciałam aby ta chwila trwała wiecznie. Pewnie gdybyśmy nie musieli oddychać tak właśnie by było, blondyn oderwał się ode mnie delikatnie i oparł swoje czoło o moje, ciszę między nami przerywały jedynie nasze oddechy i muzyka która zdawała się przypływać gdzieś z oddali.
*Patryk Pov*
Wszedłem z Wiktorem do baru w którym muzyka była nieznośnie głośna, usiedliśmy przy barze przyglądając się pijanym ludziom. Uroczo.
- Whisky z lodem razy dwa. - rzucił rudowłosy. Chwilę później w dłoni trzymałem pustą już szklankę i wymieniałem się z chłopakiem spostrzeżeniami na temat ostatnich dni. Zastanawiałem się czy powinienem tu teraz być, Dominika pewnie siedzi teraz sama w domu, miałem nadzieję, że znajdzie sobie jakieś zajęcie. Poczułem jak ktoś kładzie mi rękę na ramieniu, zdenerwowany przerwaniem mi w rozmyśleniach odwróciłem głowę. I kogo tam zobaczyłem? Przede mną stał nie kto inny jak Monika, mała szmata która skrzywdziła moją przyjaciółkę i której naprawdę nie cierpiałem. Zmierzyłem ją pytającym spojrzeniem popijając przy tym kolejną porcję trunku, dziewczyna miała na sobie prześwitujące leginsy i pomarańczową koszulkę z dużym dekoltem, przemknęło mi przez głowę co ona właściwie chce pokazać ale postanowiłem nie tracić mojego cennego czasu na tak głupie pytania. Miałem nadzieję, że jeżeli nie okaże jej zainteresowania to odejdzie, myliłem się.
- Hej kochanie! - zaszczebiotała siadając obok mnie, zerknąłem na Wiktora który z zaciekawieniem oglądał zaistniałą sytuację. - Gdzie masz tą swoją dziwkę? Hmm... a może w końcu zacząłeś myśleć i ją zostawiłeś? Chodź zatańczymy i wszystko mi opowiesz!
- Wyobraź sobie perełko, że nie mam Ci czego opowiadać, między mną a Dominiką jest coraz lepiej. Dobrze Ci radzę nigdy więcej tak o niej nie mów bo ta Twoja piękna twarzyczka spotka się z parkietem. Idź stąd. - wycedziłem na jednym wdechu podkreślając ostatnie dwa słowa. Niestety do jej pustej głowy nic nie docierało, zamówiłem więc kolejną szklankę Whisky i zacząłem rozmawiać z kompanem. Poczułem jak Monika łapie mnie za szczękę i obraca w swoją stronę, po chwili zaczęła mnie całować. Tego już było za wiele. Odepchnąłem ją i zbeształem, cała sytuacja nie uszła uwadze dwóm gorylom blondyny, poczułem jak odciągają mnie od baru, a potem zobaczyłem tylko niewyraźne mignięcie pięści jednego z nich. Uderzenie odrzuciło moją głowę do tyłu jednak nie miałem zamiaru dać za wygraną.
- Bronicie tej idiotki? - zaśmiałem się unikając kolejnego ciosu - Cóż... albo daje wam dupy albo sporo płaci. - warknąłem patrząc postawnemu chłopakowi prosto w oczy, następne uderzenie należało do mnie. Wycelowałem prawym sierpowym w twarz jednego z tych półgłówków i podciąłem mu nogi, po chwili siedziałem na nim okrakiem i okładałem go pięściami po całej mordzie. Nagle ktoś ściągnął mnie z chłopaka i jednym pchnięciem powalił, teraz waliłem na oślep. Usłyszałem przepełniony złością krzyk Wiktora i po chwili goryle leżeli pięć metrów dalej. Czyli lepiej z nim nie zadzierać, jest silny. Rudy podniósł mnie za kołnierzyk koszulki który momentalnie się rozerwał, wzruszył tylko ramionami i wyszedł ciągnąc mnie za sobą.
- Nie chce wiedzieć. Ta Monika zarywa do wszystkiego co się rusza, po co z nią do cholery gadałeś?! - warknął wściekły.
- Mówiłeś, że nie chcesz wiedzieć.
- Racja.
Resztę drogi do posiadłości chłopaka przeszliśmy w ciszy, widziałem jak Wiktor łypie wzrokiem na wszystkie strony. Przełknąłem głośno ślinę przechodząc przez próg domu, zielonooki nie chciał mi pomóc w tłumaczeniu się, był cholernie pijany, zirytowany i zdezorientowaniem głośną muzyką dochodzącą z jego mieszkania.
- Doominika! Cooo to ma znaczyć?! - krzyknął opierając się o ścianę, obydwaj byliśmy mocno wstawieni i nie chcieliśmy rozmawiać z dziewczyną, mimo to chłopak ją zawołał, cudnie.
Kiedy tylko czerwonowłosa wpadła do przedpokoju usiadłem na pufie i schowałem twarz w dłoniach, zacząłem powoli rozwiązywać buty, a następnie zdjąłem kurtkę. Kiedy podniosłem głowę zobaczyłem przed sobą bladą twarz mojej księżniczki, jej oczy były szeroko otwarte, usta natomiast rozchylone w niemym pytaniu.
- Przepraszam. - mruknąłem przerażony i skierowałem się w stronę salonu, jednak brązowooka stanęła mi na drodze i już po chwili siedzieliśmy u niej w pokoju. Naprawdę chciałem z nią porozmawiać ale kiedy zobaczyłem te czerwone, pełne usta i nie byłem w stanie się powstrzymać. Dziewczyna coś mówiła, mimo to wpiłem się w jej wargi i już po chwili czułem jak wszystko co tak bardzo mnie męczyło znika jak za machnięciem niewidzialnej różdżki.
Oparłem swoje czoło o jej i dysząc, najdelikatniej jak potrafiłem dotknąłem jej policzka.
- Kocham Cię, kocham Cię Dominika. - wyszeptałem.
____________________________________________
Mam nadzieję, że się wam spodoba!
Kisiel
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)